Zagrypiona's Blog

Centrum komunikacji i edukacji dla wszystkich zagrypionych i nie tylko.



  • Witam wszystkich gości, a szczególnie tych któ- rzy są zainteresowani wzajemną wymianą in- formacji. Zachęcam do podsyłania linków i dzie- lenia się ciekawymi ar- tykułami oraz do dysku- sji. Zbiory w działach będą służyły nam wszy- stkim grypowiczom i osobom początkującym do edukacji.

    Data założenia: 03.06.2010



  • wykluczeni.info

    Internet bez Antypolonizmu

    Popieram Internet Bez Chamstwa

    Bykom - stop

  • Nie popieram i tolerować nie będę:

    -fanatyzmu:
    -- politycznego
    -- religijnego Fanatyzm zakłada nieomylność ziemskiej - tworzonej przez ludzi - instytucji politycznej bądź religijnej. Nierozsądnym i nieodpowiedzialnym jest przypisywanie grupom politycznym nieomylności w sposób bezkrytyczny. W przypadku instytucji religijnych, wiara w nieomylność, nieskazitelność, niezdolność do grzeszenia religijnych dostojników jest herezją i obrazą Boga. Omylność i zdolność grzeszenia dotyczy tych ludzi tak samo jak wszystkich innych.

    -hipokryzji - jednostka ludzka powinna być spójna: to samo robi, to samo mówi, to samo myśli. Przypadki rozdwojenia, czy nawet roztrojenia stanowią o chorobie takiej jednostki lub jej nieczystych intencjach. Jeśli wyznajemy taką a taka wiarę, czy poglądy - według nich postępujemy.

    -zacietrzewienia - ludzie którzy w gniewny, agresywny sposób bronią swoich idei, zazwyczaj merytorycznie czują się i są słabi - stąd agresja. A przecież można się pięknie różnić, szanować nawzajem.

    -głupoty - brak wiedzy nie jest usprawiedliwieniem. Jeśli czegoś w danej chwili nasz rozum nie pojmuje, np. w wyniku braku wiedzy albo mechanizmu wyparcia nie znaczy to, że to nie istnieje. Rzeczywistość i wszystkie jej zjawiska istnieją bez względu na możliwości percepcyjne poszczególnych jednostek w tej rzeczywistości tkwiących.

    -owczego pędu - jesteśmy ludźmi, mamy rozumy. Czasami jednak ulegamy instynktom stadnym, być może z lenistwa? Powinniśmy swoje decyzje, opinie popierać argumentami opartymi na faktach, a nie: 'bo tak wszyscy robią', 'bo tak powiedziała pani w TV'.

    -manipulacji - podpuszczania, prowokowania, dezinformacji...

    ...

Posts Tagged ‘aborcja’

12.09.2010 – Jak PSL i PO chce zmusić społeczeństwo do rozmnażania

Posted by zagrypiona w dniu 12 września 2010

No cóż, wygląda na to, że politycy PO i PSL czytują nasze blogi. Co jakiś czas pojawiają się  tu i ówdzie alarmujące głosy o tym, że mamy niski przyrost naturalny, i że będzie mieć to katastrofalne skutki. Z poniższego jednak artykułu na który dziś przypadkiem się natknęłam, wynika że wspomniani politycy mają problem z czytaniem ze zrozumieniem i nie doczytali o faktycznych powodach niskiego przyrostu demograficznego Polaków. Kompletnie nie rozumieją problemu i myślą, że polska rzeczywistość wygląda dokładnie tak jak kreuje się ją na łamach GW albo w serialach na TVN-ie. A mianowicie, że młodzi ludzie, nic tylko kasa, fura i komóra, wakacje na Hawajach, apartamenty, kariera, samochody i aj waj kto wie co jeszcze – stąd taki mały przyrost. Ale czemu się dziwić? I czego się spodziewać po członkach partii, która głosi wszem i wobec, że Polska to kraj mlekiem i miodem płynący, zielona wyspa na mapie recesji, kraj który ‚suchą nogą’ przeszedł przez światowy kryzys?

No ale, Drodzy moi Czytelnicy, zapraszam do przeczytania artykułu opisującego wspaniale pomysły PO i PSL na wzmożenie chęci Polaków do prokreacji (tych bezdzietnych). Mój komentarz pisany jest też z punktu widzenia osoby bezdzietnej (chociaż sporo jeszcze przed 40-stką) – ale nie z wyboru. Z góry tez zaznaczam, że nie rozbijam się po wczasach, Hawajach, nie mam samochodu, apartamentu, ba nawet roboty nie mam. Moja egzystencja materialna zależy od osób trzecich, jak więc mam choćby myśleć o rozmnażaniu się?  A jeszcze niech mi ktoś dowali z tego tytułu podatek, to ręka, noga, mózg na ścianie… Jak to mawiają starsi ludzie…

Nie masz dzieci? On chce Cię za to ukarać! Jak?

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,12654883,wiadomosc.html?ticaid=1adf2

W Polsce rodzi się za mało dzieci, bo dorośli wolą wygodne życie w samotności. A przez to nie ma kto potem płacić składek i podatków na utrzymanie emerytów i leczenie chorych. [od admina – to może naprawić system który jest chory, skoro działa w ten sposób? No, ale to by wymagało zbyt wiele myślenia, więc lepiej sru, dowalić kolejny podatek; poza tym, skądinąd wiem, że z podatków utrzymuje się również polityków i biurokrację, więc proszę nie zasłaniać się staruszkami i emerytami] Jak zapobiec demograficznej katastrofie? Posłowie PSL i PO i wpadli na pomysł. Tyle że pomysł kompletnie absurdalny. Chcą wprowadzić podatek od braku dzieci i karać nim wszystkich Polaków powyżej 40. roku życia, którzy nie dorobili się jeszcze potomstwa. [od admina – no ale dlaczego tylko tych po 40? A może tylko kobiety, bo przecież wiadomo że facet ‚może’ dłużej niż kobieta. Opodatkować rozpustne babska, które bezrobotne, bez szansy na mieszkanie nie chcą produkować nowych niewolników, o przepraszam, obywateli aby miał kto składki potem płacić na biednych emerytów  i podatki na  hordę tych tam z wiejskiej, czy jaka to tam ulica jest w tej Warszawie]

– Jesteśmy za podatkiem od bezdzietności. Nie może być tak, że ludzie, którzy wychowują dzieci dla społeczeństwa, ponoszą tego wielkie koszta. [od admina – to może te koszta obniżyć jakoś?] A poza wydatkami, wyrzeczeniami, są w jeszcze gorszej sytuacji do emerytury, bo mają okresy nieskładkowe – tłumaczy poseł PSL Mieczysław Kasprzak (57 l.). [od admina – a dlaczego są nieskładkowe? kto to tak ustalił? Ja tam się nie orientuje w obecnej sytuacji, ale może rząd mógłby sprawić by okres kiedy rodzice, matki na urlopach macierzyńskich/wychowawczych – miały wliczone te lata jako składkowe? No ale tak, ktoś musiałby sobie od gęby jedną czy drugą premie odjąć, więc lepiej walnąć podatkiem w osoby postronne] I atakuje bezdzietnych: – Nie może być tak, że że w społeczeństwie nagradza się bimbających i myślących tylko o swej wygodzie, apartamentach, samochodach i wczasach! [od admina – to zacznijmy ot tych z ul.Wiejskiej w Warszawie]

Czy jego koledzy z koalicyjnej Platformy mają równie radykalne podejście do problemu starzejącego się społeczeństwa? – Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nasze społeczeństwo się starzeje, przyrost naturalny mamy jeden z najniższych w Europie, za chwilę będzie dramat – wyjaśnia posłanka Magdalena Kochan (60 l.) z PO, członek sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. [od admina – z tym się zgadzam w 100%]

Platforma Obywatelska zastanawia się nad kilkoma rozwiązaniami, skąd wziąć pieniądze na emerytury i opiekę nad starszymi niepracującymi osobami. I rzeczywiście, jednym z nich ma być właśnie wprowadzenie podatku od bezdzietności. Chodzi o to, by osoby nie wychowujące dzieci płaciły specjalny podatek. Ta danina trafiałby do wspólnej puli, z której utrzymywane byłyby osoby w podeszłym wieku, wymagające stałej opieki. Kto miałby płacić taki podatek?

– I tak zwani single, i małżeństwa – nie ma wątpliwości poseł Kasprzak. – Bo przecież to dzieci innych będą im zapewniały emerytury. Co do wieku, od jakiego należałoby płacić ten podatek, trzeba się skonsultować ze specjalistami, bo teraz wiek dzietności się wydłużył. Myślę, że powyżej 40-stki.

Parlamentarzyści zastrzegają, że to na razie tylko pomysł i z pewnością nowy podatek nie obejmie osób, które nie mogą mieć dzieci z przyczyn zdrowotnych, albo wychowują nie rodzone, ale adoptowane pociechy.

Co na te dziwaczne pomysły Ministerstwo Finansów, które trzyma pieczę nad państwową kasą? Sprawy nie komentuje, bo czeka na konkretne projekty. – Dopiero, kiedy mamy gotowe projekty, pracujemy nad nimi, a te jeszcze nie wpłynęły – mówi nam rzecznik resortu Magdalena Kobos. Ale przyznaje, że jest problem starzenia się społeczeństwa. I zapowiada: – Różne rozwiązania będą konieczne. [od admina – aż sie boje co to może oznaczać te ‚różne’ rozwiązania].

Ja już widzę do czego to wszystko zmierza. Jak pomysł z podatkiem przejdzie, to pewnie niedługo ktoś wpadnie na pomysł utworzenia urzędu do spraw płodności pogłowia. Oczami wyobraźni widzę kliniki/urzędy do których samice będą spędzane celem sprawdzenia czy się aby nie wymigują od obowiązku – wszak trza produkować niewolniczkow do płacenia wszelakich składek, podatków, no! A która nakryta zostanie na bezpłodnym wystepczym procederze, będzie OBOWIĄZKOWO i publicznie inseminowana jako wróg narodu nr 1. Pewnie znaleźliby się jacyś fanatycy, którzy przyklasnęliby temu pomysłowi (bo przecież wiadomo, ze te kobity dzisiaj to feministki, tylko ćpają pigułki anty i się aborcjonuja, wiec ktoś musi je za kłaki i… niech rodzą!)

To nic ze w kraju bida hula, ze nie ma polityki prorodzinnej, a wręcz antyrodzinna panuje, ze przedszkoli nie ma dość i dzieciaka trza w kolejkę zapisywać nim się jeszcze urodzi, ze kobieta na macierzyńskim (i generalnie kobieta) to w tym kraju problem, no chyba ze posłusznie przy garkach stoi i czyni swe powinności (lub chodzi na manify z transparentem ze m’ma cipkę’, dla tych co bardziej postepowi), że becikowe, okresy ochronne dla tych co rodzą to tylko zaleczanie problemu, udawanie ze się coś robi, ale już z realizacja gorzej i wymiernymi tego skutkami dla obywateli i kraju. Ja już litościwie przemilczę, o kosztach rodzicielstwa związanych choćby z posłaniem dziecka do szkoły, które chyba sa najwyzsze w UE (w stosunku do zarabianych pieniedzy). Aby posłac dziecko do szkoły, opłacic podreczniki, ksiazki zeszyty to TRZEBA MIEC PRACĘ. No ale przeciez nie chodzi o to by dzieci byly wykształcone. One mają sie tylko urodzić i PŁACIĆ składki i podatki. Ale czy znajdą pracę? Sądząc po tym jak Polska stacza się w dół, to nim te dzieciaki dorosną, bedzie juz po wszystkim. Problem bezrobocia napewno  nie ulegnie poprawie.

Ten statek po prostu tonie, i żadne nerwowe, głupkowate ruchy jak te opisane w artykule NIE POMOGĄ. Tym bardziej, jeśli ich pomysłodawcy nie będą chcieli zauważyć prawdziwych przyczyn stanu rzeczy, który chcą naprawić.

Reklamy

Posted in antypolonizm, depopulacja, kobiety a NWO, Polska | Otagowane: , , , , , , , , | 15 Komentarzy »

22.07.2010 – Kosmetyki śmierci

Posted by zagrypiona w dniu 22 lipca 2010

Było już o kremach z napletków, było o aborcji i o uprzedmiotowieniu kobiet. Dzis trzy w jednym. 🙂 Artykuł był już publikowany tu i ówdzie, ale co szkodzi, może ktoś z Szanownych Czytelników jeszcze nie czytał, więc zamieszczam.

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

Kosmetyki Śmierci (źródło: Polonia Christiana, za: piotrskarga.pl)
autor: Natalia Dueholm

Kiedy firma Neocutis zamieściła na swojej stronie internetowej informację, że niektóre jej kremy zawierają tkanki płodowe pobrane zaraz po aborcji, złamane zostało kolejne tabu.

Amerykanki mogą dziś bez większego problemu korzystać z aborcji na żądanie, naukowcy zaś – z jej „medycznych odpadów”. Obecnie, dzięki „postępom nauki” wiele bogatych kobiet na całym świecie będzie mogło się odmłodzić. Na przeszkodzie temu stoi jedynie „staroświecka i niepraktyczna moralność”.

Przez lata rozmaite organizacje pro life w USA poszukiwały dowodu na wykorzystywanie w przemyśle kosmetycznym tkanek dzieci zabitych w wyniku aborcji. Sprawa nie była łatwa do udowodnienia, gdyż amerykańskie prawo nie wymagało podawania do wiadomości publicznej wszystkich składników kosmetyków. Dowód objawił się sam i jest do wglądu na stronie internetowej firmy Neocutis (nazwa oznacza: „nowa skóra”). Firma wyjaśnia tam swoją technologię, tłumacząc, że użyte tkanki pochodziły z banku komórek stworzonego do leczenia ran i oparzeń. Dowiadujemy się tam również, że „tylko” kremy Neocutis o nazwach: Bio-restorative Skin Cream, LUMIÈRE Bio-restorative Eye Cream, BIO-GEL Bio-restorative Hydrogel i JOUR­NÉE Bio-restorative Day Cream zawierają komórki uzyskane w wyniku aborcji, fachowo zwane proteinami skórnymi (PSP).

Artykuł w „Washington Times” z listopada 2009 roku wyjaśnia nam, że jednouncjowa (czyli około trzydziestogramowa) buteleczka JOURNÉE Bio-restorative Day Cream kosztuje 120 dolarów. Czytamy w nim ponadto, że firma przyznała, iż komórki użyte do produkcji kremów pochodziły z ciała czternastotygodniowego chłopca. Jednocześnie broniła swojego wynalazku, tłumacząc, że linia tych komórek powstała w sposób odpowiedzialny i etyczny. Co więcej, firma porównała się do uczonych, którzy stworzyli szczepionkę przeciwko polio, korzystając z uzyskanych w podobny sposób tkanek wątrobowych. Za to cytowana w artykule Debi Vinnedge z broniącej życia organizacji Children of God for Life wspomniała „osiągnięcia” nazistów wykorzystujących skóry Żydów do robienia abażurów.

Według firmy Neocutis, wykorzystanie tkanek płodowych może doprowadzić do zmniejszenia cierpienia, przyspieszenia leczenia, uratowania życia lub poprawienia zdrowia wielu pacjentów na świecie. Pozostaje więc postawić pytanie: dlaczego nie miałoby też poprawiać wyglądu, a tym samym samopoczucia?

Raport Life Dynamics

Wykorzystywanie tkanek płodowych przez firmy biotechnologiczne, farmaceutyczne i medyczne znane jest od lat – dzięki między innymi dwuipółrocznemu śledztwu organizacji Life Dynamics z Teksasu. W opublikowanym w roku 2000 i zaktualizowanym w roku 2007 raporcie, Life Dynamics wyjaśnia, w jaki sposób firmy te nabywają organy i tkanki zabitych dzieci. Większość informacji zawartych w raporcie pochodzi od Deana Alberty’ego zatrudnionego przez dwie „hurtownie”, które umiejscowiły go w jednej z klinik aborcyjnych – Comprehensive Health (Comp Health) w Overland Park w stanie Kansas – stanowiącej część największej sieci aborcyjnej należącej do organizacji Planned Parenthood. Dean Alberty nawiązał współpracę z Life Dynamics pod wpływem wydarzenia, którego był naocznym świadkiem – aborcjonista na jego oczach utopił w wiadrze nowo narodzone bliźniaki, aby umożliwić pobranie z nich organów. Dzięki temuż informatorowi Life Dynamics uzyskała między innymi kopie zamówień, listę zamrożonych organów przechowywanych na terenie kliniki oraz rachunki wystawiane firmom kurierskim.

Jak się handluje organami?

Life Dynamics wyjaśnia w swoim raporcie, że amerykańskie prawo zabrania handlu tkankami i organami ludzkimi, jednak proceder ten może zaistnieć, jeśli nazywa się „donacją”. Klinika aborcyjna teoretycznie może się pozbywać „odpadów medycznych”, oddając je w zamian za pokrycie kosztów ich uzyskania, transportu i przechowywania. W rzeczywistości jednak nie zawsze można mówić o takich kosztach, gdyż firmy skupujące organy i tkanki hurtowo de facto same się tym zajmują, umieszczając swojego pracownika w danej klinice. To, co płacą klinice, jest więc opłatą za „towar”, a nie za jego „uzyskanie”. Graczami na tym rynku są więc: firma pośrednicząca w realizowaniu zamówień, będąca „hurtownikiem”, dalej zamawiający naukowcy z instytutów medycznych, firm farmaceutycznych, biotechnologicznych czy instytucji rządowych, i wreszcie „producent towaru”, czyli klinika aborcyjna.

Jak wynika z analizy dokumentów poświadczających ów proceder, w praktyce wygląda to tak, że firma zajmująca się skupowaniem organów i tkanek zawiera umowę z kliniką aborcyjną, płacąc jej stałą opłatę miesięczną. Na podstawie tej umowy pracownik firmy może osobiście zajmować się pobieraniem tkanek (lub przeszkolić w tym celu pracownika kliniki aborcyjnej). Kiedy firma otrzymuje dokładne zamówienie, zostaje ono przefaksowane do pracownika czekającego w klinice aborcyjnej, gotowego do jego wykonania. Pobiera on organy i tkanki, pakuje je w specjalny woreczek foliowy i wysyła ekspresem przy pomocy prywatnej firmy kurierskiej. Z reguły przesyłka musi być dostarczona w ciągu dwudziestu czterech godzin. Transakcję rejestruje się jako „donację”, zarówno po stronie kliniki, jak i po stronie firmy kupującej. Kupujący zwraca potem „hurtownikowi” koszty uzyskania „towaru”, ten zaś zwraca koszty klinice. W sytuacji omawianej w raporcie wygląda to na czystą grę, gdyż pracownik pobierający organy jest zatrudniony przez firmy pośredniczące, a nie klinikę aborcyjną. Jak czytamy w raporcie: nikt niczego nie kupuje, nikt niczego nie sprzedaje. System jest całkowicie „legalny”. Wygląda także na to, że tak naprawdę żadna instytucja rządowa (czy to stanowa, czy federalna) nie jest nawet zainteresowana sprawdzaniem, czy cały proceder rzeczywiście przebiega całkowicie legalnie. Prawo nie reguluje ani użytych w schemacie miesięcznych opłat, których klinika wymaga w zamian za udostępnienie dostępu do „towaru”, ani refundacji kosztów jego uzyskania. Jak długo mają one jakąś rozsądną i uzasadnioną podstawę, uznane będą za niewygórowane.

Hurtownicy-pośrednicy

Raport Life Dynamics jako „hurtowników” wymienia głównie The Anatomic Gift Foundation (AGF) oraz Opening Lines (OL). The Anatomic Gift Foundation ma status non profit, tzn. cieszy się uprzywilejowaną sytuacją podatkową (podobną do tej, jaką mają Kościoły). Opening Lines – założona przez patologa doktora Milesa Jonesa – na ulotce reklamującej swoje usługi oferuje najświeższe tkanki płodowe, zebrane i wysłane według twego zamówienia tam, gdzie chcesz i kiedy chcesz, w ilościach, jakich potrzebujesz. Firma chwali się również wydajnymi i wygodnymi usługami bez biurokracji – nie wymaga od zamawiającego żadnego opisu badań, do którego potrzebny mu jest „towar”. Oferuje nawet specjalne upusty w przypadku, gdy organy są rozczłonkowane. Firma wyjaśnia, że stosuje się do wytycznych rządowej instytucji National Institutes of Health (NIH) – można więc uznać, że ma jej nieformalny atest.

Co więcej, Opening Lines proponuje przekonywanie kobiet ­przychodzących do kliniki, aby dokonać aborcji, żeby przemieniły ją w coś wspaniałego – oddając anonimowo i darmowo organy zabitego dziecka na badania, mogą pomóc w leczeniu raka, AIDS, chorób wątroby, oczu, cukrzycy, uszkodzeń kręgosłupa czy choroby Altzeimersa (pisownia oryginalna). Wystarczy podpisać zgodę.

The Anatomic Gift Foundation pozuje na firmę o wiele bardziej „szanującą się”, ponadto jest większa i więcej zarabia (oferuje droższe usługi). Nie stosuje ohydnych reklam, działa bardziej po cichu, skupiając się być może na drugim swym obszarze działalności – pozyskiwaniu ciał dorosłych w ramach „donacji”. Jedno z biur firmy miało swoją siedzibę w jednej z klinik aborcyjnych w Kolorado. Jak wyjaśnia w raporcie Life Dynamics, obie firmy miały bezpośrednie związki z organizacją National Abortion Federation. The Anatomic Gift Foundation była w roku 1998 jej członkiem, a udziałowcy Opening Lines wsparli ją finansowo w roku 1991.

Kto zamawia?

Na rachunkach, nierzadko będących umowami na dłuższą współpracę, wśród zamawiających organy i tkanki figuruje na przykład pracownica Unilever Research U.S. Inc. (ogromna korporacja produkująca m.in. kosmetyki, środki spożywcze i środki czystości), która zamówiła napletek dziecka rasy kaukaskiej. Z kolei lekarze pracujący dla firmy farmaceutycznej Zeneca Pharmaceuticals (obecnie AstraZeneca Plc) złożyli zamówienie na cały 16-22 tygodniowy mózg i wątrobę. Wśród zamawiających znaleźli się też naukowcy pracujący dla innych firm farmaceutycznych: SmithKline Beecham (obecnie GlaxoSmithKline plc), Boehringer Manheim Corp. (obecnie: Boehringer Ingelheim), Allergan Inc. (producent odmładzającego botoxu). Zamawiały nie tylko ogromne korporacje farmaceutyczne, ale także inne firmy biotechnologiczne (jak: Genentech, Inc. czy Invitrogen Corporation), a także biomedyczne centrum zajmujące się szczepionkami i rakiem (The Wistar Institute) oraz prywatne fundacje i instytuty (Agouron Institute, Southern Research Inst. czy Sansum Medical Research Foundation). Nie zabrakło w tym gronie oczywiście ludzi związanych z rozmaitymi uczelniami. Pracownica Diagnostic Virology UCHSC (Uniwersytetu Colorado w Denver) zażyczyła sobie przesyłki raz w tygodniu we wtorki, zaś lekarz z Uniwersytetu Chicago złożył zapotrzebowanie na 4-10 oczu dziennie. Wśród uczelni zgłaszających zapotrzebowanie na tkanki i organy były również NIH i nomen omen szpital dziecięcy w Filadelfii.

Organy z żywych płodów

Jak czytamy w raporcie, analiza specjalnych wytycznych, aby pobierać tkanki w kilka minut po śmierci płodowej, sugeruje, że mózgi mogły być pobierane z żywego człowieka. Richard Doerflinger z Krajowej Konferencji Biskupów wyjaśniał podczas dyskusji w NIH na temat transplantacji ludzkich tkanek płodowych, że tkanki płodowe, jeśli nie zostaną pobrane bardzo szybko, są bezużyteczne. Wskazywał on również na trudności z precyzyjnym określeniem śmierci mózgowej u dzieci poniżej tygodnia, nie wspominając o trudnościach w ocenie takiej śmierci u dzieci nienarodzonych.

Jak widać z dołączonych do raportu Life Dynamics zamówień NIH na tkanki, instytucja ta nie przejęła się zbytnio sposobem, w jaki traktuje się nienarodzonego człowieka, ani też faktem, że aborcje mogą być celowo przeprowadzane w momencie wygodnym dla danego naukowca.

Tezę, iż organy mogły być pobierane z żywych płodów, potwierdzają ponadto umieszczone na zamówieniach uwagi: no dig lub no digoxin (bez digoksyny). Oznacza to, że aborcjonista nie mógł uśmiercić dziecka przez wstrzyknięcie mu do serca digoksyny, co stanowi standardową procedurę stosowaną w drugim trymestrze ciąży, która – jak tłumaczą aborcjoniści – gwarantuje, że dziecko nie będzie czuło bólu i urodzi się martwe. Dean Alberty przyznaje, że zdarzało mu się pobierać organy z płodu, który po otwarciu klatki piersiowej miał wciąż bijące serce!

Dalsza analiza wytycznych zawartych w zamówieniach pokazuje, że naukowcom często zależy na informacji o płci ofiary i jakości „towaru” (nierzadko zdarzają się uwagi: bez anomalii lub bez wad wrodzonych). Za „jakość” trzeba jednak dodatkowo zapłacić.

Makabryczny cennik

Według cennika The Anatomic Gift Foundation, firma pobierała opłatę w wysokości 90-130 dolarów za próbkę z płodu w drugim trymestrze lub 220-260 dolarów za próbkę w trymestrze trzecim. Cena za próbkę świeżą była niższa, wyższa zaś za zamrożoną. Niektóre zwłoki krojono na części i wysłano do różnych „klientów”. Z zapisów firmy wynika, że 22 lutego 1996 roku sprzedała ona aż 39 części zwłok ludzkich.

Z kolei Opening Lines kazała sobie zapłacić za mózg 150 lub 999 dolarów, za wątrobę – 150 lub 125 dolarów, za rdzeń kręgowy 325 dolarów, za gruczoły płciowe – 550 dolarów, a za nienaruszony tułów (z członkami lub bez) – 500 dolarów.

I co dalej?

Według Life Dynamics procedura pozyskiwania tkanek i organów z aborcji trwa nadal. Możliwe, że niektóre instytucje zamawiające mogą omijać pośredników, oferując badania patologiczne w zamian za próbki. Nie udało się zatrzymać tego procederu ani po wyświetleniu stronniczego filmu w telewizji ABC News, ani w wyniku działań w Kongresie, gdzie udowodniono, że ­Alberty’emu zdarzało się kłamać, co jednakże nie zmienia prawdziwości istniejących na papierze dowodów. Co więcej, fakt, że żadna z instytucji widniejących na zamówieniach lub rachunkach nie pozwała Life Dynamics do sądu, oznacza, że zawierają one prawdę.

Niestety, nic z tego nie wynika, ponieważ – jak wyjaśnia Life Dynamics – nie ma ku temu woli politycznej. Demokraci dostają przecież pieniądze od organizacji aborcyjnych („sprzedawców”), a republikanie od firm farmaceutycznych („kupujących”). Warto także uzmysłowić sobie, że wymieniane w raporcie firmy powstały odpowiednio w roku 1994 i 1997, czyli krótko po zniesieniu przez Billa Clintona moratorium (styczeń 1993 roku) na finansowanie przez rząd federalny badań z wykorzystaniem tkanek płodowych uzyskanych w wyniku aborcji. Ta właśnie decyzja, połączona z aborcją na żądanie, dała idealne warunki rozwoju dla tego typu firm i instytucji.

Pamiętajmy więc, że aborcja nie jest żadną sprawą kobiet. Przedstawianie jej w ten sposób stanowi jedno z największych współczesnych kłamstw i manipulacji. Polskie prawo, dopuszczające aborcję w trzech przypadkach, to nic innego jak uchylona furtka, przez którą można taki rynek rozwinąć. Każda dyskusja na temat aborcji winna uwzględniać przede wszystkim rynek producentów sprzętu aborcyjnego, firmy farmaceutyczne i właścicieli prywatnych gabinetów ginekologicznych. Każde liberalne prawo (czy to aborcyjne czy in vitro), stanowi prezent przede wszystkim dla nich.

Natalia Dueholm

———————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

PS. Do zbłakanych na tego bloga owieczek – O tak drogie owieczki, jestescie bardzo potrzebne. A warte jestescie tyle ile jakas hiena pseudonaukowa chcialaby za was lub za czesc waszego ciala zaplacic – ale hola, nawet jesli, to tej kasy nigdy nie ujrzycie. Profity zgarnia wasz hodowca. Juz nawet nie pasterz – ale hodowca, ktory nie dba o jakosc życia swego inwentarza ale jedynie o profit.

Posted in depopulacja, kobiety a NWO, NWO | Otagowane: , , , , , | 53 Komentarze »

11.07.2010 – Zabij swoje dziecko, pokaż że też masz godność!

Posted by zagrypiona w dniu 11 lipca 2010

NA POCZĄTEK, ZANIM KTOKOLWIEK POSTANOWI POWIESIĆ NA MNIE PSA CZY KOTA, CZY PRZYPIĄĆ MI ŁATĘ TAKĄ A TAKĄ, PROSZĘ NAJPIERW PRZECZYTAĆ DO KOŃCA I ZE ZROZUMIENIEM PONIŻSZY WPIS – NIE ZWRACAM SIĘ Z TA PROŚBĄ DO STAŁYCH CZYTELNIKÓW, KTÓRYCH UWAŻAM ZA ŚWIATŁYCH LUDZI, ALE DO PRZYPADKOWO PRZECHODZĄCYCH PRZEZ MEGO BLOGA – DZIĘKUJĘ.

Dziś coś w moim starym, traktowanym w Polsce po macoszemu, stąd jednym z ulubionych dla mnie temacie: KOBIETY a NWO. Tym razem o aborcji, o ‚prawie do kontrolowania płodności’ (swojej, broń Boże partnera czy męża – bo ON to wiadomo, rzecz święta). Będzie też trochę o feminizmie, który został przejęty i wypaczony jak wszystko czego się rzekomo starsi i rzekomo mądrzejsi tkną – przeinaczając wszystko o przysłowiowe 180*. Żal tylko tych owiec które ślepo wierzą, i łykają wszystko bez odrobiny krytycyzmu. Właściwie to dla nich ten artykuł, bo my, tu zebrani grypowicze już wiemy co i jak. Jeśli przypadkowe zbłąkane z forów GW, Onetu czy innych owieczki obraża się za takowe ich nazwanie i obrażone pójdą abortnąć swe dziecko – proszę bardzo. 😉 Są takie przypadki, beznadziejne, którym nikt i nic już nie pomoże, a które natura na różne sposoby eliminuje.

Ach. Z góry też zaznaczam, że to co poniżej napisane, nie piszę z punktu widzenia katolika/chrześcijanina – oj nie daleko mi od tego w tym przypadku, piszę z punktu widzenia zdrowego, naturalnego rozsądku i logiki. Nie potrzebuję religii aby rozumieć, że zło jest złem i trzeba się mu przeciwstawiać. Potrafię też wskazać gdzie leży owo zło i gdzie się zaczyna – bo wcale nie na fotelu aborcyjnym, tylko wiele, wiele wcześniej i w innym miejscu. I wbrew pozorom nie jest to tylko ‚problem’ kobiety – tak jak by chciały to feministki. Swoja drogą, ciekawe kto stoi za dzisiejszymi feministkami. wszelkie poszlaki wskazują, że stoją za nimi stetryczali staruszkowie, zniewieściali chłopcy, którzy lubią z kwiatka na kwiatek, ale tak bez odpowiedzialności, wreszcie, babochłopy – których nijak kobietami nazwać nie można. Jednym słowem, banda mizoginistów.

Zaznaczam też, że nie jestem feministką, ale racjonalnie myślącą osobą, która zauważa wyraźne dysproporcje w statusie istot ludzkich – zależne od ich płci. I co za tym idzie, zauważa błędne wręcz samobójcze próby naprawienia owych dysproporcji, jakby to się po polsku powiedziało, próby zabierania się za naprawę nomen omen od ‚dupy strony’. Ale do rzeczy…

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————–

Hasając po blogach i stronach internetowych trafiłam na taki oto materiał (dla zainteresowanych, po angielsku):

http://www.lifesitenews.com/ldn/2010/jul/10070611.html By Kathleen Gilbert

http://www.nrlc.org/news_and_views/July10/nv070110.html

http://newsbusters.org/blogs/matthew-balan/2010/07/06/british-feminist-journalist-abortion-lesser-evil-misogyny

Tu po polsku: fronda, niestety za krótko tam i za mało, więc postanowiłam sklecić swój, z własnym komentarzem. Poniżej tłumaczenie z (LifeSiteNews.com), aby drodzy Czytelnicy wiedzieli co i jak. Niestety nie ma darmowej, całościowej wersji tekstu tej kobiety, więc jej schizofrenię zmuszona jestem objawić na dostępnych fragmentach.

W [] mój komentarz.

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————–

Kobiety ‚Muszą być przygotowane na to, by zabijać’ nienarodzone dzieci, aby chronić swoją niezależność

Po głębokiej kontemplacji nieskończonego cudu życia człowieka i pełnej poświęceń miłości w konfrontacji z „prawem do kontroli płodności” kobiet, autorka tekstów z londyńskiego Timesa dochodzi do wniosku, że próby proaborcjonistów by umniejszyć wartość życia nienarodzonego dziecka są „poręcznym kłamstwem” mającym na celu ukrycie faktu, że „aborcja jest morderstwem”. Nie dajmy się jednak zwieść, autorka ni z tego ni z owego, później pisze, po wielkiej antyaborcyjnej tyradzie, która pewnie ma na celu jedynie uspokojenie czujności czytelnika: „ale, aborcja jest mniejszym złem.” [od admina – oczywiście mniejszym niż wszechogarniająca planetę mizoginia i dominacja mężczyzn, mniejszym złem jest właśnie… dla mężczyzn, co więcej, utwierdza tylko ich obecną beztroskę i daje zielone światło do kontunuacji zachowań, które do niechcianych ciąż doprowadzają – działania i zachowania tego typu to np.: edukacja – uczenie, że kobieta musi dać bo inaczej związek się rozpadnie a mąż pójdzie do innej, wtłaczanie ludziom, że muszą koniecznie uprawiać seks 5 razy w tygodniu – że bez niego nic, że to najlepszy sposób na relaks; o rozwiązłości – także kobiet, gwałtach i innych tego typu nie wspomnę]

Dalej autorka mówi, że pomimo iż debata na temat aborcji obraca się wokół tematu czy nienarodzone dziecko to już unikalna, samodzielna istota ludzka czy nie [od admina – no właśnie, ciekawe dlaczego obracają się wokół tego mało istotnego tematu, zamiast skoncentrować się na PRZYCZYNACH, dlaczego taka usługa miałaby być potrzebna – z czyjej winy dziecko ma być abortowane? kobiety same się nie zapładniają], kobiety które chcą bronić sprawy swej wolności od męskiej dominacji „muszą być gotowe do zabicia” w imieniu tej sprawy. [od admina – ale dlaczego zabicia niewinnego dziecka? może by tak zabić beztroskiego zapładniacza (obojętnie czy taki co to z kwiatka na kwiatek i się ulotnić do następnej, czy gwałciciel)? a jeśli stało się za obopólną zgodą to może by tak samej sobie palnąć – za głupotę i brak zdecydowania? kompletnie nie rozumiem walki z dominacją, nakładając na siebie jeszcze większe jarzmo i upodlenie ze strony samców w postaci aborcji – czyli działania wbrew własnemu ciału]

Senior porównuje walkę o te rzekome prawa kobiet, z sytuacją męczenników religijnych, a refleksja ta naszła ją podczas wizyty w Cradle Tower (Tower of London): „Stojąc tu, gdzie męczennicy religijni byli przetrzymywani i torturowani w czasie burzliwej reformacji w Wielkiej Brytanii, myślę o jednej sprawie, za którą oddałabym życie: prawo kobiety do edukacji, do aktywności życiowej także poza obowiązkami domowymi, aby pozwolono jej prawem i tradycją do układania sobie własnego życia tak jak ona chce. Włącznie z pełnym prawem do kontroli nad swoją własną płodnością.” [od admina – no ładnie pięknie, pani  Senior zestawia to co rzeczywiście jest prawami człowieka, wolność, prawo do edukacji, z czymś co tego człowieka okalecza i pozbawia godności. Dlaczego mężczyznom nie narzucić praw do pełnej kontroli nad ich zdolnością do inseminacji? bo, że niby niełatwo, że boli, że może być nieodwracalna? no jaka bzdura! aborcja też boli, tabletki anty- też szkodzą zdrowiu i prowadzą niejednokrotnie do bezpłodności – chce się uprawiać seks zawsze i wszędzie to trza poświęcić to i owo – zarówno kobieta jak i mężczyzna – jeśli już koniecznie muszą, i słownie: jeden plus działań anty- przesłania im cały ogrom minusów]

Jednak, niedługo potem, pani Senior wyznaje, że jej skrajna, zdecydowana pozycja znalazła się w stanie walki odkąd autorka została matką własnego dziecka. Opisuje nam, że „posiadanie dziecka maluje nam życie w zupełnie innych barwach” poprzez obnażenie podskórnego egoizmu w tym co na pierwszy rzut oka wydaje się być odważną autoafirmacją. [od admina – u autorki, ten egoizm chyba nie był nigdy tylko podskórny, ale i powierzchowny, co więcej, nie należy o nim mówić w czasie przeszłym. Co do autoafirmacji (self-affirmation) poprzez samookaleczenie – nie dziękuję. Zresztą, według wikipedii: afirmacja w psychologii to: stymulacja własnego rozwoju osobistego, poprzez akceptację samego siebie. Aborcja, kontrola płodności, a więc ingerencja w to jakim się jest, jest zaprzeczeniem afirmacji, bowiem dowodzi tego, że nie zgadzamy się na to jakie jesteśmy z natury]

Senior podaje przykład cudzołożnej heroiny z powieści Lwa Tołstoja, Anny Kareniny: “Jeśli czytałeś książkę jako nastolatek, popierasz jej wybór z pasją młodości. Miłość ponad  konwenanse, brawo Anno! Potem masz dzieci i zdajesz sobie sprawę, że Anna opuszcza swego syna by żyć na kocią łapę z przystojnym żołnierzem; a potem jeszcze swoją córkę, kiedy decyduje się wskoczyć pod pociąg. W twoich oczach staje się wtedy samolubną wiedźmą.

Zaraz potem, autorka przełącza się na dyskusję o aborcji, która „oscyluje wokół rozpoznania życia”, bez względu na inne argumenty czy stosowane taktyki. „Czy płód jest życiem od poczęcia, czy też nie jest.” Zaraz potem Senior przyznaje: „Co dla mnie staje się coraz bardziej oczywiste, to fakt, że w braku obiektywnej definicji, czy płód jest życiem, uznajemy w sposób subiektywny – że jest. Moja córka powstała w wyniku zapłodnienia oraz całej prawie nieznanej alchemii, która przemienia szczęśliwy przypadek spotkania się pewnego plemnika z pewnym jajeczkiem w moje ukochane dziecko, obdarzone osobowością. Ona jest niewątpliwie sobą, własna osobą – wytworzoną w mojej macicy, a nie stworzoną poprzez moje matkowanie.” [od admina – na swoim przykładzie, autorka zdaje się próbować zbudować argument, że dziecko chciane, poprzez fakt ‚chcenia’ jego rodziców zyskuje osobowość]

„Ten malutki twór o kształcie konika morskiego, w macicy która gotowa jest na jego przyjęcie to wzrastający cud życia. Natomiast w macicy urażonej/niegotowej (resentful) nie jest życiem, a płodem – przez co możliwym do zabicia.” [od admina – no proszę, ciekawe zredukowanie kobiety do macicy chcącej lub niechcącej być zapłodnioną, gotowej lub niegotowej.  Macica w sposób biologiczny, jeśli zaszła w ciążę, znaczy że jest gotowa. Co innego mózg, osobowość – i o to pewnie autorce chodziło, ale użyła słowa macica, bowiem narząd ten ma funkcje dość przedmiotową i nie sposób obarczyć go zarzutem nieodpowiedzialności, w przeciwieństwie do mózgu czy też osoby. Jeśli jednostka nie jest gotowa stawić czoła ryzyku zajścia w ciążę niech nie uprawia seksu. Ja zakładam, że jeśli uprawia seks, to robi to w sposób rozumny jak na człowieka przystało, i nawet jeśli stosuje środki anty- to liczy się z ewentualnością poczęcia. A nawiązując do zredukowania kobiety do macicy – czy mężczyzna jest penisem/jądrami? – no tak w myśl lansowanych przez pseudointeligentne lewactwo opinii, mężczyzna myśli tylko żeby zapładniać i nijak się nie może powstrzymać – dlatego krótka spódniczka to dla niego sygnał do zapłodnienia i musi gwałcić, jeśli jej posiadaczka nie ma ochoty, itd. Śmieszne, że niektóre barany  i owce w to wierzą. Co zaś do samej klasyfikacji, który płód można zabić a który nie – na podstawie tego czy jest pożądany – to może by tak generalnie niechcianych ludzi narodzonych usuwać? No wiadomo, chodzi mi o tych co to są rakiem dla ludzkości… 😉 Georgia Guidestones czytać zanim ktoś przypnie mi jakaś łatę]

Ten fakt, jak mówi, pozostawia feminizm z „problemem„, któremu przypisuje ona wzrost nastrojów pro-life pośród feministek. Jednak prze dalej z twierdzeniem, że „nie możesz oddzielić praw kobiet od ich prawa do kontroli płodności.

Jedynym, największym czynnikiem w wyzwoleniu kobiet była nasza nowo odkryta zdolność do wymuszania naszej woli na naszej biologii.” [od admina – hola, tego zdania nie rozumiem! że niby jak, z przyczyn biologicznych nie wolno nam było się uczyć? to znaczy teraz wbrew temu co mówi jakaś feministyczna biologia robiąca z kobiet kaleki, mamy duszę, możemy się uczyć i wychodzić poza obręb domu? no ludu… Mi się zawsze wydawało, że pierwsze feministki  (zanim starsze i mądrzejsze przejęły ruch) walczyły zwyczajnie o poprawę bytu kobiety, możliwość edukacji i jako takie zrównanie praw jako obywateli – a nie o kontrolę nad biologią: mówiąc wprost działanie przeciw własnej biologii. Może do złej szkoły chodziłam?…]

Stad wnioskuje dalej, że „Jak zawsze, kiedy sprawa którą widzieliśmy czarno/białą zaczyna nabierać odcieni szarości, odpowiedz leży w wybraniu mniejszego zła” –  w tym przypadku wybór „życia z oczekiwaniem, że nie będzie obciążone mizoginią”. Co, jak sugeruje może być osiągnięte tylko poprzez aborcję.

Skutkiem tego, „Niemalże 200,000 abortowanych dzieci w Wielkiej Brytanii każdego roku jest mniejszym złem, bez względu na to jak zdefiniujesz życie, śmierć, w tym przypadku. Jeśli zgadzasz się umrzeć za jakaś sprawę, musisz być gotowa również za nią zabić.”

ODE MNIE NA KONIEC:

Powtórzę, bo zdumiewa mnie logika, tego zdania a raczej jej brak:

Jeśli zgadzasz się umrzeć za jakaś sprawę, musisz być gotowa również za nią zabić.

Jeśli tak bardzo w coś wierzę, że nie ma innej opcji, w wyniku czego zgadzam się umrzeć za jakąś sprawę, to za nią umieram! Jeśli dopuszczam myśl zabicia drugiego, za sprawę w którą wierzyłam – znaczy, że kłamałam w pierwszej części zdania, dla blefu, żeby usprawiedliwić swoją późniejszą zbrodnię. Podobnie jak blefem jest powyższy artykuł, który pozwoliłam sobie uzupełnić komentarzem. Z wyłączeniem kwestii, że: „aborcja to mniejsze zło” – która jest jedyna prawdziwą frazą, w którą autorka (chcąca, gotowa macica) rzeczywiście wierzy w całym tekście.

————–

MOJE PS. Osobiście, dopuszczam myśl o MOŻLIWOŚCI POSIADANIA WYBORU aborcji z przyczyn medycznych gdy życie matki jest zagrożone i kiedy rzeczywiście wszystkie sposoby na podtrzymanie obu są wyczerpane, a dziecko nie może dalej rozwijać się np. w inkubatorze. Pewnie pójdę do piekła za to, ale cóż, mam to gdzieś. Kieruje mną w tym przypadku samolubna wola posiadania takiego wyboru, co zrobią inni – ich sprawa.

Wszystkie inne powody aborcji to bzdura – i wcale nie z powodów religijnych jak powiedziałam – a z powodu rozsądku i logiki. Aborcja z przyczyn ekonomicznych, czy z powodu jeśli jest wynikiem przestępstwa, to pójście na łatwiznę. To nie naprawianie szkód a likwidacja objawów. Co gorsza, za to wszystko płacą tylko kobiety zdrowiem swym fizycznym, psychicznym i UTRATĄ GODNOŚCI. Buhajki zaś zapładniające bezmyślnie dalej fruwają i zapylają – no nie może tak być.

Jeśli ekonomia zawodzi, że ludzie nie są w stanie utrzymać choćby 1 dziecka – i stąd decydują się na aborcję – należy sobie zadać pytanie jak bardzo źle musi być w kraju, którego obywatele muszą podejmować takie decyzje? I jak wyeliminować tego przyczyny. Jeśli mają już 5 i i nie dadzą rady następnego wychować, a chcą uprawiać seks to proponuje sterylizację – jest to zło jeszcze mniejsze niż kolejna aborcja.

Jeśli ciąża jest wynikiem przestępstwa np. gwałtu – zamiast karać dziecko i dodatkowo kobietę, ukarać buhaja który się dopuścił tak strasznego czynu jakim jest gwałt. I nie ‚do 12 lat wiezienia’ a dostanie 3 w zawieszeniu bo coś tam. Tylko bardziej drastycznie: publiczna chłosta, i odcięcie narzędzia wraz z kastracją – profilaktycznie na przyszłość, plus te 12 lat czy ile tam sąd zasądzi. Wszystko – łącznie z danymi osobowymi – publicznie dla przykładu. I nie pisać mi tu, że to drastyczne, że prawa człowieka – potencjalne przyszłe ofiary też obejmują prawa człowieka, a gwałciciel (czy morderca) poprzez swój haniebny czyn się sam ich pozbawia. Jak nie rozumie, że NIE – znaczy NIE, jak nie potrafi dostosować się do życia w cywilizowanym społeczeństwie to trzeba powziąć inne środki edukacji.

Ale… Czegóż się spodziewać po kraju w którym za podrabianie kasy jest 25 lat więzienia, a za gwałt 12?

Pozdrawiam, TT.

Posted in depopulacja, kobiety a NWO, NWO | Otagowane: , , , , , , , , | 48 Komentarzy »

06.06.2010 – Antykoncepcja: biznes kosztem kobiet

Posted by zagrypiona w dniu 6 czerwca 2010

W poprzednim wpisie na temat kultury wojowniczej i obrzezania, przemknął temat uprzedmiotowienia kobiet w jakże zamierzchłych biblijnych czasach. Ale cóż to, mamy XXI wiek  i chyba niewiele się zmieniło. Wiem, że było publikowane parę razy w różnych miejscach, ale edukacji nigdy dość. Może pośród czytelników jest ktoś kto dopiero zaczyna przebudzenie…
Z góry zaznaczam, że nie jestem feministką ani fanatyczką jakiejkolwiek ideologii czy religii. Uważam jednak, że bardzo często w tym owczym, hedonistycznym pędzie idziemy na łatwiznę nie zważając na konsekwencje. Wolność polega na świadomym wyborze, na podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji WŁASNYCH a nie dokonanych POD WPŁYWEM wybranka życiowego, telewizora czy też lekarza, który zarabia naganiając owieczki do konsumpcji produktu producenta, który mu płaci od sztuki, a nie na szprycowaniu się chemią.
Wiele osób bezgranicznie ufa lekarzom. Narzekając na zdrowie, biorą coraz więcej lekarstw i nawet przez myśl im nie przejdzie, że co za dużo to niekoniecznie zdrowo, i że brnąć głębiej w spiralę zażywania coraz to większej ilości chemii dają komuś zarobić. A za to wszystko pośrednio płacimy my wszyscy. No bo gdzie taka kobieta, która zrujnowała sobie zdrowie tabletkami anty- pójdzie się leczyć? A można było przecież tego uniknąć. Nie wspominam już, że na leczeniu takiej osoby ktoś znowu zarobi. I tak kółeczko się zamyka. Na koniec dodam jeszcze, ze trzeba być bardzo złej woli człowiekiem, by wierzyć, że skomercjalizowanemu przemysłowi farmaceutycznemu mogłoby zależeć na czyimkolwiek zdrowiu. No wyobraźcie sobie sami, że pewnego dnia wszyscy się budzą zdrowi i wolni od chorób i przestają przyjmować jakiekolwiek leki…

Źródła poniższego tekstu:

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————–

Antykoncepcja: biznes kosztem kobiet – Joanna Najfeld

Kawa bezkofeinowa, chleb pełnoziarnisty, jogurt bez barwników, pół godziny gimnastyki, nie za dużo komputera, regularny sen… Świadomość zdrowotna nie była chyba nigdy tak wysoka, jak dziś. Jednocześnie, sto milionów kobiet na świecie faszeruje się codziennie toksycznymi ubezpładniaczami, rujnując swoje zdrowie, komfort i sumienie.

Konsumentki antykoncepcji wmawiają sobie i innym, że są odpowiedzialne, wolne i świadome, a pigułka to konieczność lub „mniejsze zło”. Powtarzają dogmaty wykreowane przez sprytne kampanie reklamowe. Imperium farmaceutyczne może być dumne ze skuteczności swojej propagandy.

I jest dumne. Niewielu pacjentów wie o uroczystych galach, na których farmaceutyczni marketingowcy rozdają sobie nagrody za wyniki sprzedaży. Pobieżny przegląd stron internetowych branży uchyla rąbka wielkiego świata wielkich pieniędzy, o którym pacjenci w Polsce mają bardzo naiwne pojęcie. Ufność wobec producentów leków jest naturalna – nikt nie lubi czuć się zagrożony ani posądzać innych o nieczyste intencje. Na tym zaufaniu żeruje jednak biznes, który na masową skalę krzywdzi kobiety.

Przede wszystkim zysk

Przemysł farmaceutyczny wydaje dwukrotnie więcej na promocję niż na badania naukowe, obliczyli doktorzy Marc-André Gagnon i Joel Lex­chin z Uniwerysytetu York w Toronto. Reklama pochłania jedną czwartą przychodu ze sprzedaży. To prawie 60 miliardów dolarów rocznie w samych tylko Stanach Zjednoczonych, czyli 61 tysięcy dolarów w przeliczeniu na jednego lekarza.

Według badaczy, liczby te i tak są zaniżone. Nie biorą pod uwagę niekonwencjonalnych form promocji księgowanych w kategoriach innych niż reklama – na przykład, sponsorowane publikacje firmowane nazwiskami autorytetów. Gagnon i Lexchin zwrócili też uwagę na imprezy organizowane przez amerykański przemysł farmaceutyczny w celach reklamowych. W latach 1998-2004 ich liczba wzrosła drastycznie z 120 tys. do 371 tys. rocznie. Badanie opublikowano dwa lata temu. Wykonać je można było tylko w USA, ze względu na przepisy o dostępie do informacji.

Do wyliczeń kanadyjskich badaczy dodać można dane Center for Responsive Politics – amerykańskiej organizacji monitorującej zależności między wielkimi pieniędzmi a polityką. Według CRP, żadna inna gałąź przemysłu, poza sektorem finansowym, nie wydaje więcej na lobbing polityczny niż przemysł farmaceutyczny.

Doktor sponsorowany

W Polsce branża farmaceutyczna może wydawać na promocję nawet kilka miliardów dolarów rocznie. Gdzie trafiają te pieniądze? Jednorazowa emisja reklamy telewizyjnej może kosztować sto tysięcy złotych. Jak wielki musi więc być zysk firm, jeżeli opłaca im się reklamować aspirynę, która kosztuje kilka złotych i starcza na miesiące. A o ileż bardziej dochodowa musi być promocja antykoncepcji, na którą klientka wydaje kilkaset złotych rocznie i jest od niej uzależniona na lata. Tylko jak promować środki na receptę, skoro ich reklama w mediach (poza branżowymi) jest ­zakazana?

Nie jest jednak zakazane sponsorowanie „konferencji” dla lekarzy, połączonych z wypoczynkiem w ciepłych krajach. Ani wspieranie fundacji wyposażających gabinety. Opalony pan doktor w odnowionym gabinecie pełnym firmowych gadżetów z reguły chętnie przepisuje antykoncepcję. Na życzenie, na „regulację cyklu”, na trądzik, na wszelki wypadek… Gabinet dostaje odznaczenie za „przyjazność” i trafia na listę adresów polecanych na zdrowotnym portalu internetowym. Ludzie z branży opowiadają, że koncerny monitorują zwrot inwestycji – z centralnego rejestru wykupionych recept wiedzą na bieżąco, jak pan doktor wywiązuje się z niepisanej umowy. Czasem „odpalają” mu napiwek od recepty.

Jeszcze lepszą inwestycją w promocję jest znany lekarz, który pojawia się w telewizji, a duża gazeta tytułuje go „wybitnym ginekologiem”. Raz zaproszony do programu, w kolejnych będzie się pojawiał jako ekspert medialny. Takiego doktora z telewizji szkoły chętnie zaproszą na „pogadankę z młodzieżą”, przyjmą od niego finansowany przez koncern podręcznik edukacji seksualnej i darmowe próbki. Doktor może prowadzić centrum informacji albo dyskretny punkt wydawania antykoncepcji o każdej porze. Wykreowana przez media aura autorytetu szybko przeradza się w fakt niekwestionowany, również w środowisku lekarskim. Dla biznesu – inwestycja idealna.

Idee, które rozkręcają biznes

W roli dyskretnie sponsorowanego „eksperta” doskonale odnajdują się też działaczki „praw kobiet”. Rąbka tajemnicy uchyliła Kazimiera Szczuka w wywiadzie dla magazynu „Slajd”: Feministki, w odróżnieniu od ekologów, nie mogą dogadać się z jakimś dużym biznesem, który da nam pieniądze na naszą działalność, a my w zamian będziemy głosić idee, które będą rozkręcały biznes. Poza producentami prezerwatyw albo pigułek antykoncepcyjnych – przyznała Szczuka.

Organizacje feministyczne szkolą stażystów, którzy przejmują wirusowy marketing w gronie rówieśników. Młodzi eksperci od seksu łatwo wchodzą do szkół, klubów, na imprezy. Media chętnie o nich piszą, poważnie traktują ich „raporty”. Mało który dziennikarz zada sobie trud sprawdzenia kompetencji autorów albo ich powiązań. Ważne, że temat „grzeje” albo naczelny zadał do zrobienia.

Młodzi w promocji wirusowej sprawdzają się doskonale. Również w internecie, jako „autorzy widmo” (ghost writers) – wieloimienni internauci, pojawiający się w dyskusjach o antykoncepcji, zawsze gotowi sypnąć sloganami i pokierować do „rzetelnych” źródeł. A źródeł takich biznes farmaceutyczny przygotował w sieci całe mnóstwo.

Łapanie w sieć

Wpisując w wyszukiwarkę internetową słowo „antykoncepcja”, trafimy na wysoko pozycjonowane linki do portali, forów dyskusyjnych, wyszukiwarek ginekologów, założonych w sieci przez koncerny farmaceutyczne. Strony te wyglądają na przedsięwzięcia czysto informacyjne, tylko trochę zbyt profesjonalne, wymuskane i atrakcyjne. Podejrzenie wzbudzają sekcje „najczęściej zadawanych pytań”. Nie dotykają kwestii kluczowych (na przykład, powikłań antykoncepcji), jest za to cała litania pytań albo zwyczajnie głupich – jak: Czy stosunek przerywany jest równie skuteczny jak tabletki antykoncepcyjne? – albo zadanych tak, aby ominąć niewygodne dla producenta fakty.

Czy pigułki antykoncepcyjne są mniej skuteczne wśród palaczy? Nie potwierdzono takiego związku, trudno wręcz wyobrazić sobie jego mechanizm – odpowiada ekspert, nie zająknąwszy się nawet o ciężkich powikłaniach stosowania antykoncepcji przez palaczki. Czyli nie ma problemu – myśli paląca nastolatka. Przecież rzetelny portal na pewno wie lepiej niż ten zacofany ksiądz na religii…

Dla niepoznaki, portale sponsorowane piszą też o „antykoncepcji naturalnej”. Wymieniają jedynie „kalendarzyk” lub niepolecany przez nikogo stosunek przerywany, tak jakby to właśnie były te katolickie alternatywy dla wygodnych, nowoczesnych i skutecznych tabletek. O NaProTechnologii całkiem milczą, a jeśli opisują Naturalne Rozpoznawanie Płodności, czynią to w sposób zniechęcający albo wprost niezgodny z prawdą.

Należący do firmy Bayer portal pigulka.pl za mit uważa twierdzenie, że wnikliwa obserwacja ciała jest wystarczająca dla ochrony przed ciążą. Portal twierdzi: Do pewnego stopnia to prawda, tylko że nie do antykoncepcji, a do koncepcji właśnie. Stosowanie kilku metod okresowej abstynencji na raz w przypadku skrupulatnej kobiety, o ­stabilnym cyklu i przy zachowaniu reżimu (nie)współżycia może dać porównywalny efekt.

Majstersztyk manipulacji: subtelne straszenie ciążą, zniechęcanie uciążliwością oraz koniecznością abstynencji, wręcz reżimem niewspółżycia! A wszystko nadaje się tylko dla skrupulatnej kobiety (którą nastoletnia adresatka przekazu raczej nie jest) o stabilnym cyklu (jeśli od tego zależy skuteczność, to żadna kobieta nie zaryzykuje). Przekaz nieprawdziwy, ale jakże skutecznie zniechęcający.

W opozycji do tej nieskutecznej, trudnej i przestarzałej metody katolickiej stoi zawsze skuteczna, wygodna i nowoczesna tabletka. Spotkamy ten kontrast w wypowiedziach „ekspertów”, na forach, w artykułach zamieszczanych regularnie w pismach kobiecych. To kręgosłup antykoncepcyjnej propagandy.

Cel: młodzież

Najważniejszym „targetem” biznesu antykoncepcyjnego jest młoda kobieta. Wychwycona wcześnie, stanie się wiernym konsumentem na lata. Jeśli antykoncepcja zrujnuje jej zdrowie, kupować będzie od koncernu kolejne leki. Inwestycja warta zachodu.

Jednak nie do każdej dziewczyny dotrą sponsorowane publikacje czy „edukator seksualny”. Ale prawie każda interesuje się popkulturą. Słucha muzyki, ogląda seriale, śledzi życie „celebrytów”. Do niej kieruje się reklamę opartą na poczuciu prestiżu.

Pewien polski zespół hip-hopowy został kiedyś odwiedzony przez przedstawiciela koncernu farmaceutycznego. – Napiszcie piosenkę o antykoncepcji „po”. Nie musi paść żadna nazwa, tylko ogólnie ma być pozytywnie. Teledysk dla MTV i trasę koncertową to już my załatwimy – zaproponował. Tak powstają kampanie reklamowe, w których „celebrytki” obnoszą się z antykoncepcją.

Wystarczy tylko zainicjować akcję społeczną typu „święto antykoncepcji” i mamy gwarancję, że „celebrytka” i „ekspert” zostaną zaproszeni do telewizji. Koncerny farmaceutyczne zacierają ręce. Zamiast wydać sto tysięcy złotych na trzydziestosekundowy spot, mają darmowy czas antenowy, który widz ogląda z uwagą i zaufaniem do bezstronności mediów.

Konsument w szkolnej ławce

Największym chyba osiągnięciem strategów farmaceutycznego imperium jest pomysł „edukacji seksualnej” w szkołach. Oto za pieniądze podatnika, w instytucji cieszącej się autorytetem, promotorzy antykoncepcji mają tydzień w tydzień bezpośredni kontakt z młodzieżą.

Przedmiot nazywa się „wychowanie”, „edukacja” lub „zdrowie”. Dzieciom wpaja się, że antykoncepcja to nie tylko wolność czy prawo, ale odpowiedzialność, a wręcz konieczność, ba, kwestia bezpieczeństwa! Seks, który „grozi” ciążą, nazywa się niezabezpieczonym. Ten w prezerwatywie jest już „bezpieczny”. Pigułka „chroni” przed ciążą. A „nieodpowiedzialność” od „odpowiedzialności” dzieli pięćdziesiąt złotych miesięcznego abonamentu u producenta środków ubezpładniających. Próbki są za darmo, ze szczegółową instrukcją obsługi.

Doświadczenie wszystkich „oświeconych” państw wykazało, że ta indoktrynacja prowadzi do coraz wcześniejszej inicjacji seksualnej, szerzenia chorób wenerycznych, problemu wczesnych ciąż i aborcji. Nie ulega wątpliwości, że seanse promocji antykoncepcji tylko dolewają oliwy do ognia. Z punktu widzenia przemysłu farmaceutycznego – o to właśnie chodzi.

Wyłączyć, wytruć, wyrzucić

Jaka jest więc prawda o pigułce? Już sam mechanizm jej działania stanowi temat tabu. Pigułka powoduje ubezpłodnienie przez sztuczne blokowanie cyklu kobiety. Nie zachodzi więc ani owulacja, ani menstruacja, 28-dniowy rytm to atrapa natury, a rzekoma miesiączka to po prostu krwawienie z odstawienia. Nieprawdą jest więc, że antykoncepcja „reguluje cykl”. Ona cykl wyłącza, ze wszystkimi skutkami majstrowania przy hormonach, jakie się z tym wiążą.

Jednak mechanizm wyłączenia cyklu nie zawsze działa. Organizm broni się przed sterylizacją. W tej sytuacji działać ma drugi mechanizm – plemnikobójczy. Jeśli zawiedzie, włącza się system trzeci – wczesnoporonny – powodujący wyrzucenie poczętego dziecka z organizmu matki. Ten ostatni mechanizm jest skrzętnie ukrywany na ulotkach, często pod niezrozumiałym dla laika hasłem wpływ na endometrium.

Jak to możliwe, że sprzedaje się nieświadomym kobietom środki wczesnoporonne? Przemysł farmaceutyczny zadbał o zmianę definicji ciąży. W ich słowniku, kobieta nie jest w ciąży, dopóki dziecko nie zagnieździ się w macicy. W ten sposób można zataić działanie aborcyjne środka antykoncepcyjnego. Wiele katoliczek stosujących pigułki nie zdaje sobie sprawy, że to, co dla nich jest „lekkim nagięciem” nauczania Kościoła, dla ich dzieci oznacza po prostu śmierć.

Pigułka zabija

Slogan Lepsza antykoncepcja niż aborcja jest wielkim oszustwem. Dane z wielu źródeł potwierdzają, że zdecydowanie bardziej skłonne zabić dziecko poczęte są kobiety, u których zawiodła antykoncepcja. To one stanowią większość klientek aborterów. Mechanizm psychiczny jest prosty: muszę popełnić aborcję, ale to nie moja wina, ja się zabezpieczałam, to tabletki zawiodły.

A zawodność tabletek to kwestia czasu. Nie tylko dlatego, że przy dłuższym stosowaniu spada ich skuteczność. Również ze względu na nieubłagalną matematykę. Ryzyko zawodności każdego środka podaje się jako prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w ciągu roku, zakładając idealne jego stosowanie. Tylko że sześć procent ryzyka w skali roku przekłada się na sześćdziesięcioprocentową pewność niechcianej ciąży w skali 10 lat. Tego się kobietom nie mówi wprost.

Fałszywe poczucie bezkarności zachęca nastolatki do nasilenia aktywności seksualnej, co prowadzi do tragedii. Cynicznie wykorzystują to sprzedawcy śmierci. – Mieliśmy cały plan, jak sprzedawać aborcję. Nazywał się „edukacja seksualna”. Złamać ich naturalny wstyd, oddzielić je od rodziców i wartości, stać się ekspertem od seksu w ich życiu tak, aby przychodziły do nas. Dawaliśmy im niskodawkowe pigułki antykoncepcyjne albo uszkodzone prezerwatywy, żeby zachodziły w ciążę. Naszym celem było doprowadzenie do 3-5 aborcji u każdej dziewczyny w wieku 13-18 lat – opowiada we wstrząsającym dokumencie Krwawe pieniądze (Blood Money) Carol Everette, była właścicielka kliniki aborcyjnej, uwikłana w śmierć 35 tysięcy dzieci.

Antykoncepcja nie leczy

Nie można nazywać środków antykoncepcyjnych lekami. Lek to środek, który zmienia organizm w kierunku korzystnym, poprawia zaburzone czynności, zapobiega powstawaniu szkód. Środki antykoncepcyjne to ubezpładniająca chemia szkodliwa dla zdrowia. To nie terapia, to co najwyżej usługa.

Problemem jest powszechne zalecanie antykoncepcji na schorzenia. – Muszę pani przepisać tabletki – słyszy pacjentka i nie dyskutuje. Niestety, wielu lekarzy wierzy, że to właściwe leczenie. A pisma fachowe, również powiązane z biznesem farmaceutycznym, nie wyprowadzają ich z błędu.

Znajomy ginekolog pokazał mi długą listę schorzeń i dolegliwości, na które zapisuje się antykoncepcję. – To tak jakby uderzać ciężkim antybiotykiem w byle katar. Przejdzie, ale jakim kosztem. Poza tym, antykoncepcja maskuje tylko objawy, nie leczy problemu. Tego nie wolno robić. Prawdziwa medycyna leczy, a nie zamiata pod dywan.

Ginekolodzy szkoleni w NaProTechnologii nigdy nie zapisują antykoncepcji. Wiedzą jak leczyć, nie sięgając po bomby hormonalne. Niestety, nadal zbyt wielu ginekologów ogranicza się do składania pacjentkom dwóch propozycji: in vitro na niepłodność albo antykoncepcja na wszystko inne.

To nie landrynka

Pigułka to silnie inwazyjna struktura chemiczna. Niszczy równowagę hormonalną i może trwale zdeformować funkcje biologiczne organizmu. Badania, które to wykazują, bardzo trudno opublikować ze względu na wpływy lobby farmaceutycznego w periodykach medycznych. Jednak to, co udało się upowszechnić, stanowi wystarczająco upiorny katalog.

Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Rakiem (IARC) Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) uznała pigułkę dwuskładnikową za wysoce rakotwórczą. Zwiększa ona ryzyko nowotworów złośliwych: raka piersi (według Mayo Clinic od 30 procent do nawet 72 procent przy używaniu antykoncepcji przez 4 lata i przed urodzeniem pierwszego dziecka) oraz szyjki macicy (łatwiej złapać HPV i rozwinąć raka, wykazał w roku 2002 „Lancet”, a rok wcześniej „American Journal of Epidemiology”). Główny składnik pigułek – etylen estradiolu to tysiąc razy silniejszy środek niż estradiol produkowany przez organizm kobiety. Zwiększa ryzyko raka macicy, piersi i uszkodzeń wątroby.

Promotorzy antykoncepcji twierdzą, że pigułka zapobiega rakowi jajnika. Pigułka blokuje owulację, a więc oszczędza jajnik – tłumaczą, zakładając, że ryzyko raka rośnie od naturalnej czynności narządu. Gdyby to była prawda, to kobiety, które mają tylko jeden jajnik pracujący dwa razy szybciej, częściej zapadałyby na raka. Tak się jednak nie dzieje, więc nie wolno mówić, że antykoncepcja działa tu korzystnie.

Według Royal College of General Practitioners, antykoncepcja pięciokrotnie zwiększa ryzyko śmierci z powodu zaburzeń sercowo-naczyniowych. O kilkukrotnie wyższym ryzyku ataku serca u palaczek i kobiet z nadciśnieniem poinformował w roku 1997 „Lancet”. Inne źródła opisują zwiększone występowanie zakrzepicy wśród młodych kobiet, wylewów krwi w centralnym układzie nerwowym, choroby wieńcowej, zawału serca, nadciśnienia, niedokrwiennego udaru mózgowego. Według „Archives of Internal Medicine” (2004), antykoncepcja zwiększa od 2 do 6 razy ryzyko zatorów w żyłach, płucach, mózgu i oczach.

Nawet prezerwatywy nie są neutralne dla zdrowia. Lateks – jako bardziej szorstki niż błony śluzowe – powoduje mikrouszkodzenia sprzyjające infekcjom i nadżerkom. Środki plemnikobójcze są toksyczne, a pianki antykoncepcyjne zmieniają pH pochwy, zwiększając ryzyko grzybicy.

„British Journal of Obstetrics and Gynecology” wykazał, że tabletki antykoncepcyjne zwiększają ryzyko niepłodności o 26 procent, spirale zaś o 29 procent. Wśród powikłań antykoncepcji wymienia się również krwawienie międzymiesiączkowe, przewlekłe stany zapalne, zmiany zaliczane do stanów przedrakowych.

Wiele z tych powikłań to bomba z opóźnionym zapłonem. Wybucha w 40.-50. roku życia. Czy dzisiejsze młode „celebrytki” zmienią wtedy swoje plastry ubezpładniające na wstążeczki solidarności z ofiarami raka piersi?

W imię czego?

Dopóki bomba nie wybuchnie, wiele młodych kobiet lekceważy zagrożenia zdrowotne. Nie sposób jednak przeoczyć codziennych dolegliwości powodowanych przez pigułki. Znaczna część kobiet narzeka na tycie, depresję, nadmierne owłosienie, szpecące zmiany skóry, nudności i wymioty, bóle głowy, uczucie opuchnięcia, żylaki, plamienia, cellulit i rozstępy.

Co ciekawe, antykoncepcja obniża popęd płciowy. Zastrzyk Depo Provera, sprzedawany dziewczynom jako praktyczniejszy niż codziennie łykane pigułki, nie tylko poważnie zwiększa ryzyko raka piersi, osteoporozy i cukrzycy, ale też zawiera składnik używany do chemicznej kastracji pedofilów… A kobieta, o ironio, przyjmuje to w imię wolności seksualnej.

Ponadto, brytyjscy naukowcy wykazali mylący wpływ antykoncepcji na feromony, co zakłóca zdolność naturalnego doboru partnera. Zdarza się, że kobieta, która weszła w związek będąc na antykoncepcji, w momencie, gdy chce mieć dziecko i przestaje brać tabletki, traci zainteresowanie partnerem. Jej natura „nie chce” go na ojca dziecka – „wiedziałaby” to w momencie poznania, gdyby odbiór feromonów nie był zakłócony przez ­pigułkę.

Idea chemicznego wymuszania bezpłodności opiera się na głębokiej pogardzie dla kobiety. Redukuje ją do poziomu puszki piwa, która chłodzi się w lodówce, zawsze pod ręką. Bez zobowiązań dla niego, z tragicznymi konsekwencjami dla niej. W imię czego kobieta ma się godzić na aborcje własnych dzieci, samookaleczać się środkami rakotwórczymi, rozstrajać całe swoje zdrowie, emocje i samopoczucie?

Rujnowanie zdrowia kobiet jest poważnym problemem społecznym, bo nie żyjemy w izolacji. Coraz liczniejszych uczonych interesuje kwestia zanieczyszczenia wód gruntowych hormonami, które się nie rozkładają. Niektórzy twierdzą, że należy winić je za epidemię niepłodności.

A w debacie publicznej samobójcza moda na antykoncepcję uchodzi za dobro cywilizacyjne. Brawo, panowie spece od marketingu farmaceutycznego!

Joanna Najfeld

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————–

Na koniec wykład. W razie gdyby ktoś jeszcze nie widział:

Dr Rath kartel chemiczno-farmaceutyczno-naftowy

Posted in depopulacja, kobiety a NWO | Otagowane: , , , , , , | 40 Komentarzy »